W negatywie - Wstęp i o moim pierwszym aparacie




We wrześniu ubiegłego roku będąc ze znajomymi, nawiązała się rozmowa na temat fotografii analogowej. Rozmowa tak szybko, jak się pojawiła, tak szybko też się zakończyła. Mimo to, że był to dość ulotny temat,  ja chciałam przejść do realizacji. Wraz z  przyjacielem zaczęliśmy o tym czytać i szukać swojego pierwszego aparatu do fotografii analogowej. Po kilku tygodniach oboje byliśmy dumnymi posiadaczami ikon fotografii PRL owskiej, czyli Smieny i Zenita. W tym momencie historii mamy dwie opcje: jedni przechodzą dalej, kupują klisze i robią zdjęcia. Natomiast ci drudzy po prostu tracą zapał i chęci. I pewnie, jeśli podświadomie dokonywaliście wyboru, do której grupy należałam, to najprawdopodobniej nie minęliście się z prawdą, wybierając drugą opcję. Kupienie kliszy było planem nie do zrealizowania, tylko dlatego, że ,,nie było czasu'' gdzie w rzeczywistości jest to koszt 15 zł i  10 minut drogi do sklepu. Minął prawie rok. Zaczęły się wakacje, dużo wolnego czasu, piękna pogoda, wyjścia ze znajomymi, imprezy, podróże- fajnie byłoby to wszytko uwiecznić, jakoś zapisać. Tak więc wydostałam z głębin swojej komody moją Smiene M8.


Smiena M8 jest to małe radzieckie cudo produkowane od 1970 do 1995 roku. Jest ona aparatem manualnym, za czym idzie całkowicie ręczne ustawianie WSZYSTKIEGO. Tu zakończymy dział informacji technicznych. Przyznam, że jestem prawdziwą amatorką w kwestii fotografii, a więc tym bardziej jest to dla mnie nowe. Uczę się od postaw: co służy do czego, kiedy i jak ustawić przysłonę, jak wybrać czas naświetlania, czym w ogóle jest ekspozycja itd. 


A więc jako nowicjusz szukałam miejsca w internecie, gdzie będę mogła poznać tajniki korzystania z analogów od podstaw, tak by były jasne nawet dla mnie. Niestety nie odnalazłam swojego mentora w tej dziedzinie w sieci. Tak też narodził się pomysł, by podzielić się tutaj swoimi doświadczeniami i sukcesywnie pokazywać swój rozwój w tej dziedzinie oraz przekazywać nowo nabytą wiedzę. 
Moim planem jest też zarażenie was, by wyciągnąć taki aparat z szafy babci, dziadka czy też znalezienie swojej perełki w antykwariacie lub na targu staroci dając przy okazji mu drugie życie. 

Tak więc pokrótce podsumowując, zapraszam was na cykl wpisów "W negatywie", który od podstaw pokaże moje nieprofesjonalne i samodzielne zgłębianie sztuki fotografii analogowej. 

Wiktoria





Komentarze