Wywiad z Oskarem Rybaczkiem - Czy wśród młodzieży nadal jest miejsce na sztukę? (1)



Aby nie okazać się gołosłownym zapraszam jeszcze dzisiaj na pierwszy wywiad. 
Miłego czytania, 
Wiktoria
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oskar Rybaczek to 18 letni aktor z Lublina. Swoją przygodę zaczynał i łączył głownie z teatrem dziś na swoim koncie ma nie tylko spektakle teatralne, ale i wiele filmów. Do jego ostatnich sukcesów należą m.in. nagroda Grand Prix UFF oraz główna rola w filmie „Kolekcjoner” P.K. Kamińskiego.
Jak to w ogóle jest z tym teatrem i skąd taki pomysł na siebie?
Moją przygodę z teatrem zacząłem dosyć wcześnie, bo już w przedszkolu. Jako dziecko ma się dużo pomysłów na siebie, a akurat miało być jakieś przedstawienie, więc uznałem, że chętnie się zgłoszę. Pamiętam, że podobało mi się to do tego stopnia, że nauczyłem się wszystkich ról i didaskaliów na pamięć. Występowanie sprawiało mi taką radość, że zacząłem chodzić na konkursy recytatorskie i do domu kultury na LSM-ie, na zajęcia teatralne. Kiedy to przestało mi wystarczać zapisałem się do Panopticum i tu właśnie teraz jestem. Jeśli chodzi o pomysł na siebie to wydaje mi się, że młody człowiek czuje w sobie, że aktorstwo to jest coś co chciałby robić, i że jest gotowy się temu poświęcić, bo ten zawód tego wymaga, tak samo jak rzetelnego przygotowania się do niego.
Czyli jeśli myślisz o tym przyszłościowo, musisz rozróżnić czy to jest powołanie, a może tylko pasja?
Tak, bo teatry amatorskie działały zawsze i miejmy nadzieje, że działać będą. Mimo to, nie każdy jednak jest stworzony do grania na scenie. Będąc aktorem musisz godzić się na wiele niekomfortowych i trudnych sytuacji, takich jak chociażby kontakt z publicznością. Jeśli jesteś do tego stworzony, stając na scenie nie będziesz miał z tym problemu i będziesz czuł, że to co robisz jest tym co właśnie powinieneś robić.
Powiedziałeś o stresie związanym z publicznością, a tobie jako aktorowi ile daje interakcja z nią?
Na pewno nie wpływa ona na mnie paraliżująco. Wiadomo jest lekki stres zwłaszcza jeżeli to premiera jakiegoś spektaklu, wtedy pojawia się ten dreszczyk emocji. Natomiast jeżeli aktor umie wykorzystać interakcje z publicznością w odpowiedni sposób, będzie dawało mu to szanse na zauważenie przez widza. Oczywiście nie chodzi mi tu o granie pod publikę. Publiczność ma zapomnieć, że jest w teatrze i wierzyć, że historia która dzieje się na deskach jest prawdziwa, a oni sami są jej świadkami. Zadaniem aktora jest też przekazanie emocji w 100% i te widz powinien z chęcią zabrać od aktora. Wówczas jeżeli to wszystko będzie miało miejsce stworzy się taką magiczna więź miedzy widzem i aktorem. To jest bardzo ciężko wytłumaczyć, bo mimo tego, że patrzy na ciebie tyle osób, ty tworzysz taki intymny klimat pojedynczo z każdym widzem poprzez swego rodzaju dialog.
A czy będąc na scenie w swoim własnym świecie czujesz jakie emocje towarzyszą widowni i czy im się podoba ?
Myślę, że tu dużo zależy od charakteru spektaklu. Jeżeli jest to coś lekkiego np. jakaś komedia i w momencie, którym chcieliśmy, widz się śmieje to daje to chęć do dalszego grania. Natomiast jeśli odgrywamy smutne spektakle to wtedy bywa różnie. Przypomniała mi się teraz sytuacja ze spektaklu pt. „Odlot”. Graliśmy go z Panopticum dla jakiegoś gimnazjum. Jest to wyjątkowo trudny spektakl opowiadający o chłopaku uzależnionym od heroiny, który nie może odnaleźć metaforycznego ciepła, tej bliskości. Nasz kolega grający tego chłopaka odnajduje to ciepło nagle we śnie, padają wtedy słowa „zaczęło mu w środku świecić słońce”. W związku z tym, przez ciepło którego właśnie doświadczył robi się mu gorąco, zadaniem aktora jest więc zdjąć koszulkę. Owi gimnazjaliści wybuchli wtedy śmiechem. Dla chłopaka była to zapewne nie tylko krępująca, ale i wybijająca z roli sytuacja.
Wspomnieliśmy już o tych ciekawych i nie ciekawych doświadczeniach ze sceny. A jakie jest twoje najciekawsze doświadczenie związane z teatrem, ale nie ze sceną?
Są to na pewno festiwale teatralne. Poznajesz tam bardzo dużo różnych ludzi z którymi łączy cię miłość do teatru. Oglądanie spektakli wyprodukowanych przez rówieśników sprawia mi ogromną przyjemność chociażby dlatego, że widzę w nich prawdziwe emocje, które na co dzień trzymają zapewne w sobie. Jest to miejsce gdzie mogą bardzo dyskretnie, ale i dosadnie dać upust swojemu młodzieńczemu buntowi i wyrazić się w taki sposób w jaki tylko chcą. Poznawanie nowych ludzi jest też o tyle inspirujące, że mogą ci oni przekazać jakieś nowe metody lub sposoby patrzenia na świat. Miałem kiedyś możliwość zagrania w filmie mojego kolegi który studiuje w Londynie produkcje filmową. Z racji, że praktycznie każdy z nas był z innego zakątku świata zobaczyłem wtedy jak z pozoru te same rzeczy mogą być zupełnie inaczej odbierane.
Grasz w spektaklach i filmach, wiąże się z tym szeroki wachlarz odegranych ról. Jak więc przygotowujesz się do tych w których nie widzisz ani grama siebie ?
To o czym mówisz jest bardzo ciekawe. W tym tkwi cała magia oraz przyjemność z bycia aktorem, a kluczem do tej magii jest wyobraźnia. Śmiało można powiedzieć, że aktor bez wyobraźni to jak samochód bez paliwa dlatego tu z pomocą przychodzi nam tzw. Metoda Stanisławskiego. Polega ona na przypomnieniu sobie sytuacji z życia, które już przeżyłeś, w których mogłeś odczuwać zbliżone emocje. Czerpiesz wtedy z tego i starasz się doprowadzić do takiego stanu by rola, którą odgrywasz stała się tak jakby częścią ciebie. Pogłębianie wyobraźni jest bardzo proste można to robić chociażby przez czytanie książek lub oglądanie filmów. Zwrócę się tu do wszystkich młodych ludzi, którzy chcą robić w swoim życiu coś artystycznego : Wyobraźnia to jest baza, to jest przestrzeń której nikt wam nie zabierze, nie ogranicza, i którą możecie traktować bardzo serio i bardzo intymnie. Każdy niezależnie od statutu majątkowego, rasy, wykształcenia, ją ma. I nikt nikomu i tobie również nie zabrania marzyć o największych rzeczach tego świata. Jeżeli chcesz być papieżem to nikt ci nie zabrania o tym marzyć, nikt też nie zabrania zostać ci papieżem. W swojej wyobraźni, marzeniach możesz postawić to sobie za cel. Jeżeli tak naprawdę w to uwierzysz i w tą wyobraźnie, i te marzenia, i we wszystko to jestem przekonany, że właśnie to osiągniesz.
Czy uważasz więc, że jedną z dróg do przerodzenia marzeń w cele jest właśnie wyobraźnia i wszelako rozumiana sztuka?
Moim zdaniem jak najbardziej. Każdy z nas ma w sobie jakiś ładunek emocjonalny i sztuka pozwala każdemu kto ją wykonuje wyrzucić z siebie pewne rzeczy. To jest pewnego rodzaju krzyk który może być milczeniem tak?[śmiech] To jest język którym ty możesz wyrazić swoje emocje, i każdy z nas powinien znaleźć ten odpowiedni dla siebie. Wiele rzeczy się w nas gromadzi gdyż mamy stresujące życie, żyjemy szybko i mamy dużo różnych zadań stawianych nam każdego dnia. Taka chwilka ze sztuką może po prostu okazać się czymś zbawiennym i przenieść ze świata realnego do świata wyobraźni. A tam możemy być kimkolwiek chcemy i nie mieć żadnych zmartwień.
To na koniec szybkie pytanie: Jakiej roli nie chciałbyś się nigdy podejmować?
Takiej, która będzie godziła w moje -i nie tylko- przekonania np. religijne, raziła w to co wierzę i to co kocham, tylko dla samej sensacji. Jeżeli moje granie na scenie ma mieć pozytywny skutek to nigdy nie chce moim aktorstwem urazić czyichś uczuć, bo w pełni szanuje każdego człowieka. Wiesz to jest ta wolność słowa, która kończy się tam gdzie wolność drugiego człowieka się zaczyna. Nie chciałbym być aktorem, który szuka po prostu sensacji, bo są to tzw. Aktorzy skandaliczni. Grają oni tylko dla samego skandalu tylko po to żeby wywołać w ludziach emocje już nie ważne jakie i żeby rozniosło się echem. Wolę wierzyć w to, że moje granie na scenie dla kogoś coś znaczy i ma jakieś bardziej wartościowe przełożenie.




Komentarze