Od 16 lat mieszkam w Lublinie. Byłam święcie przekonana, że znam to miasto doskonale i nic nie jest w stanie mnie już zaskoczyć ani też nie mam już nic do zobaczenia. Ku mojemu zaskoczeniu właśnie się pomyliłam.
Ostatni czwartek był pełen niepogody, co chwila niebo nikło za chmurami i padał deszcz, a ja miałam umówione dwa spotkania. O ile jedno z nich było późnym popołudniem i była duża szansa na to, że się przejaśni, o tyle to drugie było z samego rana. Z kawą w ręku spotkałam się z moim przyjacielem w samym centrum. W przypadku pogody, jaką zafundował nam dwudziesty ósmy dzień czerwca, nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić by spędzić czas w miarę ciekawie. Pojawił się więc pomysł zwiedzenia czegoś w Lublinie i tu zaczęła się przygoda. Zawitaliśmy w informacji turystycznej i tam mniej więcej stworzyliśmy sobie, konkretny plan gdzie idziemy.
Na pierwszy ogień padła Brama Krakowska. Ilekroć przechodziłam pod nią, tylekroć byłam przekonana, że jest to zabytek nieudostępniony do zwiedzania. W końcu jedyne znane mi do niej drzwi zawsze były zamknięte. I właśnie tu się zdziwiłam- można wejść do środka! Jest w niej małe muzeum miasta Lublin, podzielone na bodajże 4 piętra. Każde piętro ma do pokazania inny okres historyczny i pamiątki z niego. Najpiękniejsze jednak jest ostatnie piętro, na którym znajdują się dwa dzwony i wiele małych okienek. Widoki dosyć znane, ale tym razem z innej perspektywy. Zdecydowanie warte zobaczenia. Widać też, że nie tylko my nie mieliśmy pojęcia o istnieniu tego muzeum, ponieważ sam wygląd kas jest bardzo PRL-owski.
Lublin nie słynie na pewno z wielkich wieszczy, natomiast ma jednego poetę, który na szczęście jest znany poza granicami miasta i omawiany w szkołach. Mowa tu o Józefie Czechowiczu. Twórca doczekał się własnego muzeum w rodzinnym mieście, a w nim zobaczyć można: rękopisy, pamiątki, wszystkie wydania tomów, obrazy i inne wystawy tematyczne tymczasowe. Przyjemna kamienica, przyjemna twórczość, a na patio równie przyjemna kawiarnia "Pożegnanie z Afryką".
Dalej na naszym szlaku znalazły się podziemia Lublina. Atrakcja typowo dla turystów, tubylca niczym nie zaskoczy, natomiast miło przypomnieć sobie historię rodzinnego miasta. Mimo wszytko, jeśli ktoś z was, chciałby się tam wybrać, polecam zapoznać się z godzinami wejść, ponieważ odgórnie są one wybrane, a miejsca ograniczona.
W planach było jeszcze wybrać się do Regionalnego Muzeum Cebularza, jednak i w nim są konkretne godziny, więc najnormalniej w świecie zmuszeni byliśmy sobie je odpuścić. Mimo nie udanego ostatniego wyboru śmiało mogę stwierdzić, że ciekawie było zobaczyć Lublin troszkę od strony historii. Było to też bardzo kreatywnym pomysłem na spędzenie czasu w gronie znajomych. Wszystkim serdecznie polecam zaplanowanie sobie takiego dnia i przejście się po własnym mieście zahaczając o miejsca, których na co dzień się nie odwiedza.
Wiktoria
Ostatni czwartek był pełen niepogody, co chwila niebo nikło za chmurami i padał deszcz, a ja miałam umówione dwa spotkania. O ile jedno z nich było późnym popołudniem i była duża szansa na to, że się przejaśni, o tyle to drugie było z samego rana. Z kawą w ręku spotkałam się z moim przyjacielem w samym centrum. W przypadku pogody, jaką zafundował nam dwudziesty ósmy dzień czerwca, nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić by spędzić czas w miarę ciekawie. Pojawił się więc pomysł zwiedzenia czegoś w Lublinie i tu zaczęła się przygoda. Zawitaliśmy w informacji turystycznej i tam mniej więcej stworzyliśmy sobie, konkretny plan gdzie idziemy.
Na pierwszy ogień padła Brama Krakowska. Ilekroć przechodziłam pod nią, tylekroć byłam przekonana, że jest to zabytek nieudostępniony do zwiedzania. W końcu jedyne znane mi do niej drzwi zawsze były zamknięte. I właśnie tu się zdziwiłam- można wejść do środka! Jest w niej małe muzeum miasta Lublin, podzielone na bodajże 4 piętra. Każde piętro ma do pokazania inny okres historyczny i pamiątki z niego. Najpiękniejsze jednak jest ostatnie piętro, na którym znajdują się dwa dzwony i wiele małych okienek. Widoki dosyć znane, ale tym razem z innej perspektywy. Zdecydowanie warte zobaczenia. Widać też, że nie tylko my nie mieliśmy pojęcia o istnieniu tego muzeum, ponieważ sam wygląd kas jest bardzo PRL-owski.
Lublin nie słynie na pewno z wielkich wieszczy, natomiast ma jednego poetę, który na szczęście jest znany poza granicami miasta i omawiany w szkołach. Mowa tu o Józefie Czechowiczu. Twórca doczekał się własnego muzeum w rodzinnym mieście, a w nim zobaczyć można: rękopisy, pamiątki, wszystkie wydania tomów, obrazy i inne wystawy tematyczne tymczasowe. Przyjemna kamienica, przyjemna twórczość, a na patio równie przyjemna kawiarnia "Pożegnanie z Afryką".
Dalej na naszym szlaku znalazły się podziemia Lublina. Atrakcja typowo dla turystów, tubylca niczym nie zaskoczy, natomiast miło przypomnieć sobie historię rodzinnego miasta. Mimo wszytko, jeśli ktoś z was, chciałby się tam wybrać, polecam zapoznać się z godzinami wejść, ponieważ odgórnie są one wybrane, a miejsca ograniczona.
W planach było jeszcze wybrać się do Regionalnego Muzeum Cebularza, jednak i w nim są konkretne godziny, więc najnormalniej w świecie zmuszeni byliśmy sobie je odpuścić. Mimo nie udanego ostatniego wyboru śmiało mogę stwierdzić, że ciekawie było zobaczyć Lublin troszkę od strony historii. Było to też bardzo kreatywnym pomysłem na spędzenie czasu w gronie znajomych. Wszystkim serdecznie polecam zaplanowanie sobie takiego dnia i przejście się po własnym mieście zahaczając o miejsca, których na co dzień się nie odwiedza.
Wiktoria
Powiem szczerze, że sama nie znam swojego miasta zbyt dobrze, a zwłaszcza od strony o jakiej pisałaś. Dziękuję za inspirację. Dzięki Tobie mam ochotę lepiej poznać moje miejsce zamieszkania :)
OdpowiedzUsuń~W
Bardzo ciesze się że udało mi się ciebie zainspirować
Usuń